Ferdynand Hompesch can sleep easy

Ferdynand Hompesch może spać spokojnie. Wiklinowe torebki znów ruszyły w świat!

Są takie chwile, kiedy człowiek zastanawia się, co powiedziałby Ferdynand Hompesch, gdyby mógł dziś zajrzeć do Izby Lasowiackiej im. Jana Puka w Stalowej Woli.

Podejrzewamy, że najpierw z uśmiechem poprawiłby kapelusz, potem spojrzał na dziesiątki rąk wyplatających wiklinę i stwierdził:

"No proszę... prawie dwa wieki minęły, a oni nadal nie mogą przestać pleść!" 

I miałby rację.

12 lipca mieliśmy ogromną przyjemność poprowadzić warsztaty wyplatania wiklinowych torebek dla uczestników spotkania zorganizowanego przez Miejski Dom Kultury w Stalowej Woli w Izbie Lasowiackiej im. Jana Puka. Przez kilka godzin naturalna wiklina zamieniała się w wyjątkowe, ręcznie wykonane torebki, a każda z nich opowiadała historię swojej twórczyni.

Nie było dwóch identycznych modeli. Były za to uśmiechy, odrobina twórczego zamieszania, mnóstwo pytań i jeszcze więcej satysfakcji z własnoręcznie wykonanej pracy.

Od hrabiowskiej inicjatywy do współczesnych warsztatów

Mało kto wie, że historia wiklinowych torebek na naszych terenach ma bardzo ciekawy początek. To właśnie Ferdynand Hompesch, właściciel dóbr rudnickich na przełomie XVIII i XIX wieku, dostrzegł ogromny potencjał wikliny i zapoczątkował rozwój plecionkarstwa w regionie. Dzięki jego inicjatywie rzemiosło zaczęło rozwijać się na taką skalę, że Rudnik nad Sanem z czasem zyskał miano polskiej stolicy wikliniarstwa, a umiejętność wyplatania zataczała coraz szersze kręgi w regionie.

Hrabia Hompesch zapewne z satysfakcją kiwałby głową, ponieważ szkoła, którą powołał do życia w 1878 roku, dawno przestała być tylko budynkiem – dziś jej idea wędruje z nami na warsztaty, gdzie kolejne osoby odkrywają radość z wyplatania. A wiklinowe torebki? Cóż... one nadal ruszają w świat, dokładnie tak, jak pewnie sobie tego życzył.

Torebki, które wyjadą daleko

Najpiękniejsze w takich spotkaniach jest to, że każda wykonana torebka wraca do domu razem ze swoją właścicielką. Jedna będzie towarzyszyć podczas wakacyjnych spacerów, inna pojedzie nad morze, kolejna stanie się ulubionym dodatkiem do letnich stylizacji.

W ten sposób wiklina z Łętowni trafia w kolejne miejsca Polski, a czasem nawet świata.

Można więc śmiało powiedzieć, że Ferdynand Hompesch nadal podróżuje razem z każdą wyplecioną torebką – choć dziś robi to już w znacznie bardziej stylowym wydaniu.

Dziękujemy!

Serdecznie dziękujemy Miejskiemu Domowi Kultury w Stalowej Woli za zaproszenie oraz wszystkim uczestnikom za fantastyczną atmosferę, cierpliwość i ogromne zaangażowanie.

To właśnie dzięki takim spotkaniom tradycja nie trafia do muzealnej gabloty. Żyje. Jest dotykana, wyplatana, noszona na ramieniu i zabierana w codzienne życie.

A my? My już nie możemy się doczekać kolejnych warsztatów. Bo jeśli historia czegoś nas nauczyła, to tego, że dobra wiklina – podobnie jak dobra tradycja – najlepiej trzyma się wtedy, gdy przekazuje się ją z rąk do rąk.

Ryc. X. Hrabia z wiklinową torebką – współczesna rekonstrukcja artystyczna wykonana na podstawie historycznej ilustracji źródłowej. Opracowanie: The Wicker Stories / Wicker Academy (2026).

https://www.facebook.com/share/r/1GHkjJpmZQ/

https://www.facebook.com/share/p/194EmiGGcA/

 

Zostaw komentarz